Wystarczająco zdrowi, by zakwalifikować się
Osobisty esej, nie ocena dowodów. Nasze stopniowane oceny poszczególnych składników — przygotowane według opublikowanego standardu i na podstawie pełnych tekstów — znajdują się w sekcji Evidence. Żaden fragment tego tekstu nie jest twierdzeniem o działaniu jakiegokolwiek produktu.
Co naprawdę mówi nam określenie „zdrowi uczestnicy” — i czego
nam nie mówi
Nikos Drosakis Założyciel, MindHeaven Osobista notatka o przestrzeni między diagnozą a optymalnym funkcjonowaniem — i o tym, dlaczego odpowiedzialna suplementacja zaczyna się od stawiania lepszych pytań, a nie od założenia, że każdy potrzebuje butelki.
Wystarczająco zdrowi, by zakwalifikować się Coraz częściej zauważam sformułowanie, które pojawia się niemal wszędzie w badaniach, które czytam:
zdrowi uczestnicy.
Zdrowi dorośli.
Zdrowi ochotnicy.
Zdrowi mężczyźni i kobiety.
Na pierwszy rzut oka znaczenie wydaje się oczywiste.
To osoby bez choroby.
A jeśli większość z nas — statystycznie rzecz biorąc — funkcjonuje w miarę normalnie, być może powinniśmy założyć, że ten opis dotyczy dużej części populacji.
Ale im dłużej pracuję z literaturą naukową, tym częściej zadaję sobie lekko niewygodne pytanie:
Co dokładnie rozumiemy przez „zdrowy”?
Bo „wystarczająco zdrowy, by wejść do badania” i „funkcjonujący w optymalnie zdrowym stanie fizjologicznym” nie muszą oznaczać tego samego.
„Zdrowy” jest często definicją operacyjną W badaniach słowo „zdrowy” zwykle pełni praktyczną funkcję.
Protokół definiuje kryteria włączenia i wykluczenia.
Uczestnik może zostać wykluczony z powodu rozpoznanej choroby sercowo-naczyniowej, choroby psychicznej, cukrzycy, określonego leku, nieprawidłowych wyników laboratoryjnych albo innego stanu istotnego dla konkretnego eksperymentu.
Jeżeli żadne z tych kryteriów wykluczających go nie dotyczy, może zostać zakwalifikowany jako zdrowy.
Z naukowego punktu widzenia jest to całkowicie rozsądne.
Badacze potrzebują jasno zdefiniowanych populacji.
Ale oznacza to również, że „zdrowy” nie musi być kompleksową oceną biologiczną.
Nikt nie wykazał, że poziom każdego mikroskładnika jest optymalny.
Nikt nie wykazał, że sen jest idealny.
Nikt nie ustalił, że stan metaboliczny tej osoby, fizjologia stresu, dieta, ekspozycje środowiskowe i każdy inny wymiar zdrowia funkcjonują na jakimś teoretycznym optimum.
Uczestnik spełnił definicję wymaganą przez eksperyment.
To coś innego.
Pomyliliśmy brak diagnozy z obecnością zdrowia To rozróżnienie fascynuje mnie ogromnie.
Większość z nas nie budzi się każdego ranka i nie przeprowadza pełnej oceny biochemicznej własnego organizmu.
Idziemy do pracy.
Rozwiązujemy problemy.
Rozmawiamy.
Podróżujemy.
Wychowujemy rodziny.
Ćwiczymy.
Męczymy się.
Regenerujemy się.
Funkcjonujemy.
A ponieważ funkcjonujemy, mamy skłonność klasyfikować samych siebie jako zdrowych.
Być może całkiem rozsądnie.
Ale fizjologia człowieka ma ogromną zdolność kompensacji.
Człowiek może nadal funkcjonować, nawet gdy coś jest mniej niż idealne.
Nie musi to oznaczać choroby.
I z pewnością nie oznacza, że każde odchylenie wymaga leczenia albo suplementacji.
Oznacza po prostu, że zdrowie prawdopodobnie lepiej rozumieć jako kontinuum niż przełącznik z etykietą:
zdrowy / chory.
Żywienie daje dobry przykład
Weźmy magnez.
Dane NIH pokazują, że wielu Amerykanów spożywa z żywności i napojów mniej magnezu niż zalecane ilości; w jednej analizie NHANES cytowanej przez NIH Office of Dietary Supplements spożycie poniżej Estimated Average Requirement stwierdzono u 48% badanej populacji. Ta sama informacja NIH podkreśla jednak równie ważny fakt: objawowy niedobór magnezu spowodowany wyłącznie niskim spożyciem z diety jest rzadki u osób poza tym zdrowych, częściowo dlatego, że nerki oszczędzają magnez.
Uważam to rozróżnienie za fascynujące.
Niskie spożycie nie jest tym samym co niedobór.
Niedobór nie jest tym samym co choroba.
A zakwalifikowanie jako „zdrowy” nie musi oznaczać, że spożycie składników odżywczych jest optymalne.
Witamina D pokazuje tę samą złożoność od innej strony. Spożycie z dietą może często być niższe od wartości zalecanych, podczas gdy większość ludzi nadal utrzymuje wystarczające stężenie we krwi, ponieważ status zależy także od takich czynników jak ekspozycja na światło słoneczne. Dane NIH pokazują również, że u mniejszości ludzi wartości rzeczywiście mieszczą się w zakresach uznawanych za niewystarczające lub niedoborowe.
Rzeczywistość nie chce zmieścić się w kategorii zero-jedynkowej.
Stres komplikuje obraz jeszcze bardziej Byłbym ostrożny wobec modnego twierdzenia, że współcześni ludzie po prostu mają „za dużo kortyzolu”.
Kortyzol nie jest toksyną.
Jest niezbędnym hormonem.
A fizjologia stresu jest znacznie bardziej złożona niż pojedyncza liczba przesuwająca się w górę.
Ale długotrwały stres może wpływać na zdrowie, koncentrację, sen, zachowanie i regulację fizjologiczną; zalecenia zdrowia publicznego odróżniają normalny, okazjonalny stres od stresu przewlekłego, który może nasilać problemy zdrowotne.
Osoba doświadczająca przez miesiące złego snu, presji psychologicznej i niewystarczającej regeneracji może nadal bez problemu kwalifikować się jako „zdrowy dorosły” w wielu kontekstach badawczych.
Nie oznacza to, że ta osoba jest chora.
Ale również waham się nazwać taki stan biologicznie idealnym.
Pomiędzy chorobą a optymalnym funkcjonowaniem istnieje ogromne terytorium.
I właśnie tam rozgrywa się duża część współczesnego życia.
Dochodzi do tego środowisko Dziś mamy niezwykłą zdolność mierzenia tego, na co ludzie są eksponowani.
Programy biomonitoringu śledzą substancje chemiczne środowiska w reprezentatywnych próbach populacji. Ich krajowe raporty dotyczące ekspozycji pokazują coś koncepcyjnie ważnego: mierzalna ekspozycja środowiskowa występuje w zwykłej populacji, nie tylko u osób z oczywistym zatruciem albo ekspozycją zawodową.
Ale tu również kluczowe jest inne rozróżnienie.
Wykrycie nie jest diagnozą.
Znalezienie substancji chemicznej środowiska we krwi albo moczu nie oznacza automatycznie, że przy zmierzonym stężeniu powoduje ona chorobę.
Tę samą dyscyplinę powinniśmy stosować wobec mikroplastików.
Organizacje zdrowia publicznego traktują dziś plastik i zdrowie jako poważny obszar badań i uznają rosnące dowody na ekspozycję człowieka poprzez spożycie i inhalację. Jednocześnie wiele pytań dotyczących skutków zdrowotnych ekspozycji na mikro- i nanoplastiki pozostaje bez odpowiedzi.
To dokładnie taki temat, przy którym chcę, aby MindHeaven opierało się obu skrajnościom.
Nie:
„Nie ma się czym martwić”.
Ale równie mocno nie:
„Wszyscy jesteśmy zatruci i potrzebujemy suplementu detox”.
Żaden z tych wniosków nie wynika uczciwie z obecnych dowodów.
Współczesny człowiek jest niezwykle adaptacyjny Być może właśnie to fascynuje mnie najbardziej.
Żyjemy w środowisku radykalnie odmiennym od tego, w którym ewoluowała większość ludzkiej fizjologii.
Sztuczne światło.
Siedząca praca.
Nieustanny strumień informacji.
Żywność wysoko przetworzona.
Przerywany sen.
Długie okresy spędzane w pomieszczeniach.
Przewlekłe wymagania psychologiczne bez fizycznego punktu końcowego.
Zanieczyszczenia środowiskowe, które kilka pokoleń temu nie występowały w dzisiejszej skali.
A mimo to większość ludzi adaptuje się zadziwiająco dobrze.
Nadal funkcjonujemy.
Ta zdolność adaptacji jest jedną z najbardziej imponujących właściwości biologii.
Ale adaptacja i optymalizacja nie są synonimami.
Fakt, że system nadal działa, nie mówi mi, że każdy jego parametr jest idealny.
Jako inżynier intuicyjnie rozumiem to rozróżnienie.
Maszyna może pozostawać w granicach tolerancji operacyjnej, mimo że kilka zmiennych oddaliło się od optimum.
Nie ogłaszasz od razu, że maszyna jest zepsuta.
Ani nie zakładasz, że niczego nie da się poprawić.
Obserwujesz.
Mierzysz.
Rozumiesz system.
Dopiero potem decydujesz, czy interwencja jest uzasadniona.
Coraz częściej patrzę na ludzką wydajność dokładnie w ten sposób.
I tu do rozmowy wchodzą suplementy To również miejsce, w którym firmy suplementacyjne zwykle wykonują intelektualny skok, którego nie chcę w MindHeaven.
Mówią:
współczesne życie nie jest idealne,
więc masz niedobory, więc potrzebujesz suplementów, więc potrzebujesz naszego suplementu.
Ta sekwencja jest komercyjnie atrakcyjna.
Naukowo jest zdecydowanie zbyt wygodna.
Nie każdy potrzebuje każdego suplementu.
Suplement nie zastąpi odpowiedniego jedzenia.
Nie naprawi przewlekłej deprywacji snu.
Nie zneutralizuje niezdrowego stylu życia.
I z pewnością nie powinien być przedstawiany jako udowodniona metoda usuwania każdego zanieczyszczenia środowiskowego, którego ludzie akurat się obawiają.
Czasami właściwą interwencją jest:
jedzenie.
Czasami:
sen.
Czasami:
ruch.
Czasami:
mniej alkoholu.
Czasami:
diagnoza medyczna.
Czasami:
nic.
A czasami, gdy istnieje wiarygodne uzasadnienie fizjologiczne, odpowiednie dowody, odpowiednia dawka i akceptowalny profil bezpieczeństwa, suplementacja może pełnić uzasadnioną rolę.
To ostatnie „czasami” jest miejscem, w którym chcę, aby działało MindHeaven.
To zmienia pytanie Zamiast pytać:
„Dlaczego zdrowi ludzie potrzebują suplementów?”
Wolę zapytać:
„Czego status „zdrowy” nie mówi nam o konkretnym
pytaniu fizjologicznym dotyczącym danej osoby, na które próbujemy
odpowiedzieć?”
To znacznie ciekawsze.
Uczestnik może być zdrowy i jednocześnie mieć niskie spożycie magnezu z dietą.
Uczestnik może być zdrowy i przewlekle niewyspany.
Zdrowy i silnie zestresowany.
Zdrowy i narażony na zanieczyszczenia środowiskowe.
Zdrowy i odżywiający się znakomicie.
Zdrowy i metabolicznie suboptymalny.
Zdrowy i niezwykle odporny.
Sama etykieta mówi nam zaskakująco niewiele.
Zmienia to także sposób, w jaki czytam badania suplementów Jeżeli badacze piszą:
„Interwencja nie dała efektu u zdrowych dorosłych”,
chcę wiedzieć, kim byli ci dorośli.
Czy mieli wystarczający status składników odżywczych?
Jakie były ich wartości wyjściowe?
Czy byli wypoczęci?
Jak wyglądała ich dieta?
Czy już na starcie byli blisko sufitu testu poznawczego?
Być może suplement rzeczywiście nie robi nic.
To całkowicie możliwe.
Ale być może interwencja ma znaczenie wyłącznie przy niedoborze, stresie, deprywacji snu albo innym określonym stanie fizjologicznym.
Nie oznacza to, że negatywny trial jest błędny.
Oznacza, że populacja jest częścią wyniku.
I analogicznie: jeśli suplement daje efekt u osób z niedoborem, nie rozszerzam automatycznie tej korzyści na zdrowych dorosłych z wystarczającym statusem.
Ta granica działa w obie strony.
Dlatego baseline ma tak ogromne znaczenie Coraz częściej uważam, że jednym z największych błędów w suplementacji jest pytanie:
Czy składnik X działa?
zamiast:
Dla kogo, przy jakich warunkach wyjściowych, dla którego outcome’u, przy jakiej dawce i w porównaniu z czym?
Osoba, której czegoś brakuje, i osoba, która już ma tego wystarczająco dużo, mogą nie reagować identycznie.
Ktoś pod ostrym stresem i ktoś siedzący spokojnie po ośmiu godzinach snu mogą nie reagować identycznie.
Biologia ma kontekst.
Etykieta „zdrowy” często usuwa ten kontekst dokładnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebujemy.
Nie chcę redefiniować wszystkich jako chorych To byłaby najłatwiejsza strategia marketingowa.
Byłaby też nieodpowiedzialna.
Nie uważam, że każdą osobę bez idealnej diety, idealnego snu albo idealnych biomarkerów należy medykalizować.
Ani że normalna zmienność wymaga butelki.
Wręcz przeciwnie.
Jednym z powodów stworzenia MindHeaven Evidence Standard było utrudnienie nam samym zamieniania ciekawej możliwości biologicznej w komercyjną konieczność.
Ale uważam, że powinniśmy bardziej świadomie posługiwać się słowem „zdrowy”.
Zdrowie nie jest jedynie brakiem diagnozy.
Ani mitycznym stanem, w którym każdy mierzalny parametr osiągnął optimum.
Jest dynamiczne.
Adaptacyjne.
Zależne od kontekstu.
I często niezwykle trudne do zdefiniowania.
Być może „zdrowy” jest początkiem pytania Nie odpowiedzi.
Kiedy dziś widzę w badaniu „przeprowadzono u zdrowych uczestników”, nie odczytuję tego już jako:
„U tych ludzi nie działo się nic biologicznie istotnego
”.
Odczytuję to jako:
„Uczestnicy nie mieli stanu, cechy ani
nieprawidłowości, która wykluczałaby ich w ramach tego konkretnego
protokołu”.
I czytam dalej.
Bo gdzieś pomiędzy oczywistą chorobą a teoretyczną perfekcją znajduje się większość ludzkiego życia.
I — jak podejrzewam — także większość interesujących pytań o żywienie, funkcje poznawcze i suplementację.
Normalne funkcjonowanie jest imponującym osiągnięciem
ludzkiego organizmu.
Nie jest dowodem, że każdy element systemu
funkcjonuje optymalnie.
To rozróżnienie nie jest argumentem za przyjmowaniem większej liczby suplementów.
Jest argumentem za stawianiem lepszych pytań.
I uważam, że właśnie od tego powinna zaczynać się odpowiedzialna suplementacja.
Referencje metodologiczne Wybrane pierwotne źródła zdrowia publicznego i regulacyjne, na których opierają się twierdzenia faktograficzne w tym eseju. Sam artykuł jest komentarzem założyciela, a nie przeglądem systematycznym.
FDA — Clinical Research
NIH Office of Dietary Supplements — Magnesium: Health Professional Fact Sheet
NIH Office of Dietary Supplements — Vitamin D: Health Professional Fact Sheet
CDC — Coping with Stress
CDC — National Report on Human Exposure to Environmental Chemicals
WHO — Plastics and Health Initiative
Dowody przed formulacją.