Jak decydujemy, że składnik nie przeszedł naszej oceny

Nikos DrosakisZałożyciel i redaktor odpowiedzialny4 min czytania

Osobisty esej, nie ocena dowodów. Nasze stopniowane oceny poszczególnych składników — przygotowane według opublikowanego standardu i na podstawie pełnych tekstów — znajdują się w sekcji Evidence. Żaden fragment tego tekstu nie jest twierdzeniem o działaniu jakiegokolwiek produktu.

Spojrzenie założyciela na dowody, odrzucanie hipotez i dyscyplinę mówienia „jeszcze nie”.

Branża suplementów ma osobliwy zwyczaj: kiedy składnik staje się popularny, niezwykle trudno sprawić, żeby zniknął.

Cząsteczka zyskuje reputację. Pojawia się kilka obiecujących badań. Influencerzy powtarzają te same wnioski. Producenci budują wokół niej produkty. Konsumenci zaczynają rozpoznawać nazwę.

W końcu składnik nabiera czegoś w rodzaju komercyjnego rozpędu.

W tym momencie nauka często schodzi na drugi plan.

Zawsze czułem się z tym procesem niekomfortowo.

Kiedy analizuję składnik dla MindHeaven, nie zaczynam od pytania, czy ludzie go znają, czy jest trendem ani czy konkurent już z powodzeniem go sprzedaje. Zaczynam od znacznie mniej ekscytującego pytania:

Co musiałoby być prawdą, aby ten składnik zasługiwał na miejsce w formulacji?

I równie ważne:

Co sprawiłoby, że go odrzucę?

To drugie pytanie jest niezbędne.

Jeżeli definiujesz tylko warunki, pod którymi zaakceptujesz ideę, ale nigdy warunków, pod którymi ją porzucisz, nie prowadzisz prawdziwego dochodzenia. Szukasz potwierdzenia.

Niepowodzenie nie oznacza „braku efektu”

Składnik może nie przejść naszej oceny z wielu powodów.

Czasami dowody po prostu nie pokazują znaczącego efektu.

Czasami istnieje interesujący mechanizm biologiczny, ale nigdy nie przekłada się on na mierzalny wynik u człowieka.

Czasami efekt pojawia się wyłącznie w populacji bardzo odmiennej od ludzi, dla których projektujemy produkt.

Czasami badania są zbyt małe.

Czasami wyniki są niespójne.

Czasami dawka potrzebna w badaniach jest niepraktyczna dla formulacji.

Czasami składnik działa, ale niewystarczająco dobrze, aby uzasadnić złożoność, koszt, kwestie bezpieczeństwa lub interakcje, które wprowadza.

A czasami idea naukowa nadal jest ciekawa, ale dowody po prostu nie są jeszcze wystarczająco dojrzałe.

To ostatnie rozróżnienie jest ważne.

Nie uważam każdego odrzuconego składnika za zły składnik.

Czasami właściwa decyzja brzmi po prostu: jeszcze nie.

Jestem szczególnie ostrożny wobec mechanizmów

Wyjaśnienia mechanistyczne są uwodzicielskie.

Związek przekracza barierę krew–mózg. Wpływa na neuroprzekaźnik. Oddziałuje z receptorem.

Zmienia biomarker związany z funkcjami poznawczymi.

Wszystko to może być naukowo interesujące.

Ale nauczyłem się traktować słowo „zatem” z podejrzliwością.

Substancja może wpływać na szlak biochemiczny, a mimo to nie powodować istotnej poprawy pamięci, uwagi ani wydajności.

Ludzkie ciało nie jest maszyną liniową.

To system kompensacji, sprzężeń zwrotnych, redundancji i interakcji, które często rozumiemy tylko częściowo.

Dlatego kiedy widzę piękne wyjaśnienie mechanistyczne, moje następne pytanie nie brzmi: „Czy to ma sens?”

Brzmi:

Czy przewidywany wynik u człowieka został rzeczywiście wykazany?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, mechanizm pozostaje hipotezą. Nie korzyścią.

Małe badania nie są bezużyteczne

Ale łatwo je nadinterpretować.

Trial na dwudziestu uczestnikach może być wartościowy. Może ujawnić sygnał wart dalszego badania.

Nie może natomiast unieść ciężaru pewności, który marketing często na nim umieszcza.

Jeżeli mały eksperyment daje imponujący wynik, chcę wiedzieć, czy ktoś inny go odtworzył.

Chcę wiedzieć, czy efekt pojawia się w większej populacji.

Chcę wiedzieć, czy endpoint został zdefiniowany przed rozpoczęciem eksperymentu.

Chcę wiedzieć, ile outcome’ów mierzono.

Chcę wiedzieć, czy raportowany efekt był celem pierwotnym, czy jednym korzystnym wynikiem spośród dwudziestu analiz.

A przede wszystkim chcę wiedzieć, co wydarzyło się, gdy inny zespół próbował zrobić to samo.

Replikacja nie jest efektowna.

Ale jest jedną z rzeczy, którym ufam najbardziej.

Składnik może również przegrać przez niewłaściwy komparator

Ten problem często pojawia się w badaniach kombinacji.

Wyobraźmy sobie badanie porównujące składnik A + kofeinę z placebo, w którym kombinacja wypada lepiej.

Taki wynik mówi nam coś o kombinacji. Nie mówi jednak koniecznie, jaki wkład wniósł składnik A.

Być może większość efektu zapewniła kofeina. Być może kombinacja rzeczywiście działała inaczej.

Po prostu nie wiemy, dopóki badanie nie zawiera właściwego porównania.

Dla claimu w rodzaju „Składnik A poprawia działanie kofeiny” chcę zobaczyć A + kofeina versus sama kofeina.

Może brzmieć to oczywiście. W marketingu suplementów często takie nie jest.

Bezpieczeństwo może pokonać skuteczność

Składnik może działać i mimo to nie przejść naszej oceny.

Jeżeli efekt wymaga dawek powodujących nieproporcjonalnie dużo działań niepożądanych, nie interesuje mnie nazywanie eksperymentu sukcesem.

Jeżeli bezpieczeństwo długoterminowe jest słabo poznane, ta niepewność musi wejść do decyzji.

Jeżeli składnik wchodzi w interakcje z powszechnymi lekami, ma bardzo wąskie praktyczne zastosowanie albo niepotrzebnie komplikuje formulację, musimy ocenić to uczciwie.

Celem formulacji nie jest zmieszczenie w butelce jak największej liczby naukowo interesujących cząsteczek.

Celem jest podejmowanie odpowiedzialnych decyzji.

Czasami odrzucamy coś, czego naprawdę chcieliśmy użyć

To najważniejsze decyzje.

Łatwo odrzucić składnik, którego nigdy się nie lubiło.

Prawdziwy test zaczyna się wtedy, gdy składnik idealnie pasuje do koncepcji.

Może ułatwiłby wyjaśnienie formulacji. Może klienci już go rozpoznają. Może konkurenci sprawili, że w tej kategorii produktu stał się niemal obowiązkowy. Może osobiście fascynuje mnie jego mechanizm.

A potem dowody nie wytrzymują kontroli.

Właśnie wtedy standard ma znaczenie.

Bo jeżeli zmieniam próg dowodowy zależnie od tego, jak bardzo chcę, żeby dany wniosek był prawdziwy, nie mam żadnego standardu.

Co znaczy „nie przeszedł oceny” w MindHeaven?

Dla mnie składnik nie przeszedł oceny, gdy jego dowody nie są już wystarczająco mocne, aby uzasadnić claim, dawkę, formę albo rolę, którą dla niego przewidzieliśmy.

Wniosek może brzmieć: Odrzuć. Może brzmieć: Wstrzymaj. Może brzmieć: Użyj, ale z dużo węższym claimem. A czasami: Usuń całkowicie z formulacji.

Żadnego z tych rezultatów nie traktuję jako zmarnowanego researchu.

Odrzucenie popularnego składnika z dobrego powodu może być cenniejsze niż znalezienie kolejnego składnika do sprzedaży.

Każde odrzucenie wyostrza formulację. Każde pytanie bez odpowiedzi definiuje to, czego nadal musimy się dowiedzieć.

I każda nieudana hipoteza chroni nas przed zbudowaniem produktu wokół czegoś, w co po prostu chcieliśmy wierzyć.

Dlatego nie pytam, czy składnik jest modny.

Zadaję prostsze pytanie:

Gdybym nie sprzedawał tego składnika, czy zinterpretowałbym dowody dokładnie tak samo?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, wiem, że muszę spojrzeć jeszcze raz.

Następny w seriiJak MindHeaven zmienia zdanie